K. Sandra D.

Potrącona przez samochód. Kilkanaście metrów w powietrzu i uderzenie głową o asfalt. Śmierć kliniczna. Pogotowie przyjeżdża szybko. Przeprowadzona reanimacja przywraca akcję serca. Helikopterem zostaje przetransportowana do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Bardzo aktywnie działa rodzina, a szczególnie dziadek dziewczynki. W szpitalu zostają zaangażowani najlepsi specjaliści, również z Niemiec, a dziecko jest podłączone do najnowocześniejszej aparatury. Niestety jest stłuczony pień mózgu i rokowania są bardzo złe. Rodzina zwraca się do mnie z prośbą, abym natychmiast przerwał zabiegi, które właśnie wykonuję i jechał do Łodzi. Jest to możliwe około godz. 24:00, kiedy kończę pracę. Około 2:00 w nocy przyjeżdżamy do szpitala. Uprzedzony personel życzliwie udziela wszelkich informacji. Poza sercem, za Sandrę pracuje cały box aparatury medycznej. Pomimo tego, że sytuacja jest krytyczna, dostrzegam cień szansy na poprawę. Cała seria zabiegów i systematyczne polepszanie stanu zdrowia. Całkowity kontakt intelektualny i ruchowy. Najgorzej jest z oddychaniem. Cały czas pracuje respirator, ale oddech nie wraca. Wreszcie po kolejnym zabiegu oddech się pojawia. 3 dni Sandra oddycha samodzielnie, po czym znowu musi działać respirator. Propozycja medycyny niemieckiej, aby przewieźć Sandrę do jednej z niemieckich klinik i tam przy pomocy pewnego niewielkiego urządzenia (wielkości radia CD), które będzie musiała na sobie nosić, będzie przywrócony oddech. Jestem temu przeciwny, gdyż uważam, że skoro raz oddech został przywrócony to może tak być i w przyszłości. Rodzina decyduje się na medycynę niemiecką. Po koło 5 latach dostałem informację, że Sandra zmarła w wyniku infekcji, która wdała się na obszarze kablowego połączenia urządzenia z organizmem.