Jedna z gazet publikuje informację o najlepszych polskich bioenergoterapeutach.

W wyniku publikacji zgłasza się do mnie Maria Z. z Trójmiasta. Nowotwór trzustki, według opinii profesora onkologii raczej nieoperacyjny. Zgadzam się działać. Na czas moich działań chora przeprowadza się do Warszawy, gdzie ma możliwości lokalowe. Po około 3-miesięcznych zabiegach wykonywanych 1-2 razy w tygodniu, Maria jedzie do Gdańska na badania. USG robi jej ten sam lekarz, który pierwszy stwierdził guza. Nie pamięta jej. Kiedy chce kończyć badanie, Maria prosi, żeby jeszcze raz sprawdził trzustkę. Sprawdza, mówi „w porządku”. Maria prosi, żeby jeszcze raz sprawdził. Lekarz się wkurza. Mówi „co mi tu pani głowę zawraca, przecież mówię, że wszystko w porządku i tu nic nie ma”. Wtedy Maria się rozpłakała. Tomografia potwierdziła, że na trzustce nie ma guza.